Oto Lilka… tak, tak - nie ma pomyłki. Polska Safona, patronka literacka 2025 roku, poetka miłości, najbardziej wszechstronna artystka okresu międzywojennego - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, dla najbliższych przyjaciół i rodziny po prostu Lilka.
Córkę Marii i Wojciecha poznajemy za sprawą Małgorzaty Czyńskiej, biografki postaci niezwykłych, autorki książki pt. „Zgiełk serca”.
Urodzona w 1891 roku Maria - siostra Jerzego i Magdaleny (Samozwaniec) uznawana była za najzdolniejszą z rodzeństwa. Dorastała w krakowskiej Kossakówce, w artystycznej kolebce dwóch pokoleń malarskiego rodu - Juliusza i Wojciecha, wśród rycin, obrazów i porcelany, ale przede wszystkim w cudownym miejscu artystycznej beztroski i bezwarunkowej akceptacji. To tutaj zdobyła kompletne, choć domowe wykształcenie, wiedzę o świecie, literaturze, sztuce i znajomość języków obcych.
Małgorzata Czyńska z lekkością, w fabularyzowanej konwencji, ale w oparciu o liczne źródła - listy, wypowiedzi osób bliskich, materiały archiwalne, zdjęcia, fragmenty poezji i prace malarskie - z astrologią i wróżbami w tle - kreśli portret kobiety niepokornej i ekstrawaganckiej, prawdziwej prekursorki feminizmu. Niebanalny styl życia Lilki wymykał się spod sztywnych ówczesnych norm obyczajowych i drobnomieszczańskich konwenansów. Praktykowała jogę, jeździła - o zgrozo - na rowerze, od zwierząt domowych wolała wiewiórkę i lemura.
120 lat temu poetka pragnęła, może nawet bardziej niż inne kobiety, pozostać piękną i zawsze młodą. Broniła się przed upływającym czasem, nie szczędząc na ten cel środków, najczęściej z ojcowskiego portfela oraz odejmując sobie kilka lat z prawdziwej metryki urodzenia.
Maria - Lilka wierzyła w reinkarnację, wędrówkę dusz, senniki, kabałę i koniunkcje planet, które miały mieć wpływ na jej życie, miłosne wybory oraz sztukę - w której szukała ucieczki od przeciwności losu. Przez cały czas zmagała się ze skutkiem tanecznej kontuzji z dzieciństwa - garbem, największym jej kompleksem, starannie ukrywanym pod zbroją z gorsetów, futer i powiewnych falban. Najlepiej czuła się w łóżku, w drapowanej pościeli, w stylizowanych peniuarach i powiewnych, kobiecych szlafroczkach. Taką ją poznajemy. Rozpieszczona przez Wonia - jak nazywała pieszczotliwie Tatkę, będącego dla niej ideałem mężczyzny - szarmanckim i troskliwym - przywykła do luksusu i zbytku. Otoczona troskliwą miłością matki - Maniusi na zawsze zapamiętała, że prawdziwe damy nigdy nie noszą sztucznej biżuterii...
Odważnie i zachłannie poszukiwała przez lata prawdziwej miłości oraz zmysłowości i męskiej atencji. Nie stroniła od rozrywek i podróży (choćby do Paryża na potajemne schadzki z przystojnym, choć żonatym portugalskim lotnikiem). Była trzykrotnie zamężna, a do ślubu szła na przekór wszystkim - zawsze w kolorowych sukniach, nigdy w bieli. Dopiero z ostatnim wybrankiem - kapitanem Stefanem Jasnorzewskim poczuła się w pełni szczęśliwa i spełniona.
W książce Małgorzaty Czyńskiej znajdziemy dużo ciekawostek artystycznych: poznamy przyjaciółki Lilki - Kinię Balową - muzę Jacka Malczewskiego, Marię Morską oraz całą śmietankę artystyczną ówczesnego Krakowa. Dowiemy się, że Lilka jeździła z siostrą Madzią pod Giewont, bo w Zakopanem wypadało bywać, o relacjach z Witkacym, przyjaźni z Janem Lechoniem, znajomości z ukochanym poetą - Bolesławem Leśmianem oraz Julianem Tuwimem i Jarosławem Iwaszkiewiczem, a także o uwielbieniu talentu Leopolda Staffa i okolicznościach poznania Stefana Żeromskiego.
„Zgiełk serca” to interesująca, lekka w odbiorze lektura nie tylko dla wielbicieli poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, chcących poznać silną, wrażliwą, choć skomplikowaną osobowościowo i niełatwą w relacjach kobietę, pełną sprzeczności i osobistych dramatów. Biografia obfituje w wielkie nazwiska z dziedziny literatury, sztuki, kultury i nauki. Nie bez znaczenia dla czytelnika, pozostaje wyraźnie nakreślony obraz społecznych norm i obyczajowych oczekiwań wobec kobiet w okresie dwudziestolecia międzywojennego, z wyraźnym akcentem na panującą w tym obszarze hipokryzję i nierówne traktowanie.
Ksiażkę szczerze polecamy na jesienne (i nie tylko) wieczory.














