Sam tytuł już intryguje i przykuwa uwagę. Podobnie okładka - szorstka, prosta, ascetyczna. Jak Sońka.
Barwne zdania i baśniowy początek książki pogłębiają chęć poznania losów tytułowej kobiety. Historia (jakich wiele w powojennej literaturze) urzeka pięknem poetyckiej prozy, zdania poprzetykane słownictwem białoruskim poruszają wyobraźnię, wprowadzają kresowy klimat i nie pozwalają zapomnieć o losach skromnej Soni zwanej Białą, Kulawą albo Dobrą.
Punktem wyjściowym dla powieści jest spotkanie, zderzenie prostej kobiety z "miastowym królewiczem" Igorem, który "przybył z niewidzialnej dali, żeby wysłuchać, zrozumieć i pożegnać Sonię". Wspomnienia snute przez staruszkę dotyczą czasów wojennych, miłości, cierpienia, tęsknoty, są uniwersalne, a przez to jakże prawdziwe i sugestywne! Wraz z Igorem "jesteśmy w bajce (...) w bajce o życiu.








